Ten wywiad to szczera rozmowa o tym, czego nie widać na Instagramie. O budowaniu biznesu od nowa w nowym miejscu, o zwątpieniach mimo międzynarodowych sukcesów, o prawdziwych wyzwaniach przedsiębiorczości. Nie jest to motywacyjna bajka. To jest prawda – z wzlotami, upadkami i wszystkim pomiędzy.

“Masz 500 nagród… a w Krakowie nikt nie dzwoni”

Dzisiaj dokładnie rok od twojej przeprowadzki z południa Hiszpanii do Mogilan pod Krakowem. Jak wspominasz ten dzień?

To był emocjonalny rollercoaster! Z jednej strony ekscytacja – wracałam do Polski, nowy rozdział, nowe możliwości. Z drugiej – ogromny stres biznesowy.

Wiedziałam, że zostawiam ugruntowaną pozycję w Gibraltarze i południowej Hiszpanii. Miałam tam rozpoznawalność, stałych klientów, system który działał jak zegarek. A tu? Zaczynać od zera. Totalnie od zera.

I to jest paradoks: mam 500+ międzynarodowych nagród. Zdobyłam tytuł Wielkiego Mistrza Fotografii Dziecięcej dwa lata z rzędu. Jestem Mistrzem Fotografii Portretowej. Wygrałam 4 konkursy tematyczne z kilkunastoma tysiącami fotografów biorących udział. Status Grand Master of Photography. Publikacje w międzynarodowych magazynach. Jury w 2 konkursach…

A w Polsce lokalnie? Musiałam zacząć totalnie od zera. Niewiele osób  o mnie nie słyszało.

To brzmi frustrująco. Myślałaś, że twój międzynarodowy sukces ułatwi start?

Szczerze? Tak! Byłam naiwna.

Myślałam: “Mam tytuły, nagrody, publikacje w magazynach na całym świecie, jestem w jury międzynarodowych konkursów – na pewno w Polsce będzie łatwiej!”

Ale rzeczywistość była brutalna.

Ludzie nie znają tych konkursów. Nie wiedzą co to znaczy być #1 w Baby Photo Awards czy mieć setki nagrodzonych zdjęć. Dla lokalnego klienta w Krakowie liczą się rekomendacje od znajomych. Czy widzieli twoją pracę u kogoś w mieście. Czy ich koleżanka poleca.

Międzynarodowe tytuły brzmią ładnie, ale nie przekładają się bezpośrednio na zaufanie.

I tu przychodzi kolejna trudna lekcja: dziś najwyższa jakość nie wystarcza. Trzeba umieć ją sprzedać. Ba – trzeba umieć sprzedać siebie. Zdobyć zaufanie. Pokazać człowieka za kamerą.

A to jest najtrudniejsza część dla kogoś kto przez lata ukrywał się za zdjęciami.

Gibraltar vs Polska: Dwa różne światy

Jaka była największa różnica między rynkiem na Gibraltarze a tym co zastałaś w Polsce po kilku latach nieobecności?

To są dwa różne światy.

Gibraltar to małe miejsce – wszyscy się znają. Jak zdobędziesz kilku zadowolonych klientów, poczta pantoflowa robi swoje błyskawicznie. W Costa del Sol miałam wypracowaną bazę expatów, agencji modelingowych, rodzin międzynarodowych, modeli. Znałam miejsca, wiedziałam gdzie i kiedy fotografować.

I najważniejsze: tam ludzie są przyzwyczajeni płacić odpowiednią cenę za najwyższą jakość. To nie jest przedmiotem dyskusji. Jakość kosztuje – wszyscy to rozumieją.

W Polsce? Rynek jest bardziej zróżnicowany.

Ludzie często oczekują naturalnych, reportażowych sesji. Fotografia artystyczna dla wielu brzmi jak “przerobione w Photoshopie” – a to odbierane jest negatywnie. Musiałam się nauczyć komunikować wartość mojego stylu w zupełnie inny sposób.

Plus oczywiście bariera cenowa. W Gibraltarze moje ceny były normą. Tu muszę cały czas udowadniać wartość, dostosowując się do lokalnych realiów.

Czyli pierwszych kilka miesięcy było ciężko?

[śmiech przez łzy] “Ciężko” to eufemizm.

Pierwsze pół roku było bardzo, bardzo ciężkie.

Miałam momenty zwątpienia. Dni kiedy chciałam rzucić to wszystko w cholerę i wrócić tam gdzie było bezpiecznie, gdzie miałam klientów, gdzie wszystko działało.

Ale jednocześnie nadal latam do Gibraltaru i Hiszpanii obsługiwać moich dotychczasowych klientów – co jest finansowo ratunkiem, ale logistycznie wyczerpujące. Żonglowanie między krajami, między klientami, między dwoma życiami biznesowymi.

A w Polsce? Budowanie od zera zajmuje czas. Dużo czasu. Więcej niż sobie wyobrażałam.

Co zadziałało? Strategia budowania od zera

Co w takim razie zaczęło działać? Kiedy poczułaś, że “to rusza”?

Szczerze? Nie było jednego momentu “wow, teraz działa!”.

To nie jest tak że nagle kliknęło i poszło. To bardziej powolne, stopniowe budowanie. Małe kroki. Małe zwycięstwa.

Ale pewne rzeczy zaczęły pomagać:

1. Wykorzystałam swoje międzynarodowe sukcesy strategicznie

Konferencje – Kongres Fotografów w Poznaniu w styczniu, EXPOzycja w Krakowie w marcu. Wystawy – ISK w Lusinie w maju, w Mogilanach  we wrześniu. To przyniosło lokalną widoczność.

Ludzie zaczęli kojarzyć: “A, ta od tych konkursów międzynarodowych”.

I to był zamysł. Znaleźć niszę, w której moja wiedza, doświadczenie i wyczucie artystyczne będą odpowiadać konkretnym ludziom. Nie wszystkim – konkretnym.

2. Dałam wartość społeczności fotograficznej

Dzielenie się wiedzą, obecność na eventach,  pomoc “młodszym stażem” fotografom. To buduje rozpoznawalność nie tylko wśród klientów, ale wśród fotografów – a oni też przecież są moimi klientami, tylko po innej stronie aparatu. I co ważniejsze – oni rozumieją wartość tego co robię.

3. Zainwestowałam w edukację – swoją

Video, marketing, sprzedaż. Bolało, kosztowało, ale było konieczne.

Uczę się mówić o swojej pracy w sposób który rezonuje w Polsce. To wszystko jest konieczne, dlatego że rynek jest nasycony usługami foto-video.

I tu kolejna trudna prawda: to że ja potrafię rozpoznać dobrą fotografię nie znaczy, że inni się na tym znają. Ludzie idą do fotografa którego czują. Którego znają i lubią, komu ufają. Dlatego tak ważne jest pokazywanie siebie w internecie. Siebie – nie tylko portfolio.

A nawet nie wiesz ile mnie to kosztuje przekraczania własnych barier. Ciągle zadaję sobie pytanie: ile prywatności zachować dla siebie, a ile pokazać? Jak dać się poznać nie tylko jako fotograf, ale jako człowiek?

4. Konsekwencja – nawet gdy bolało

Nawet kiedy było ciężko, nie znikałam. Post za postem, sesja za sesją, warsztat za warsztatem. Widoczność to klucz.

Ale z drugiej strony… [pauza] …wciąż łapią mnie nerwy. Kiedy mam przerwę w jakimś rodzaju fotografii, a potem nagle mam zrobić coś co robię rzadko – albo coś po raz pierwszy – brakuje mi pewności siebie.

Pewnie pomyślisz: “Oszalałaś? Tak doświadczonej i dobrej fotografce jak Tobie brakuje pewności siebie?”

A jednak. Wciąż tak bywa.

Mimo że zazwyczaj wszystko wychodzi lepiej niż planowałam. Są dni kiedy wątpię. Są dni kiedy wszystko mnie przerasta. Kiedy nie wyrabiam. Kiedy chciałabym po prostu robić zdjęcia

…a tu nagle trzeba być  nauczycielem, stylistą, księgowym, kontent creatorem, strategiem, biznesmenem, specjalistą ds. sprzedaży i marketingu, mentorem, psychologiem.

I łapiesz się, że na fotografię czasem brakuje czasu.

To pokazuje jak bardzo nie doceniamy samych siebie i swoich umiejętności w przypływie wszystkich tych zmian.

Czy to już “przełom”? Czy jesteś tam, gdzie chcesz być?

Czy to przełom? Nie wiem.

Czy jest lepiej niż 6 miesięcy temu? Zdecydowanie.

Czy jestem tam gdzie chcę być? Jeszcze nie. Ale krok za krokiem jestem coraz bliżej.

Wszystko idzie we właściwym kierunku. I to musi wystarczyć.

Życie w trzech krajach: Logistyka i żonglowanie

Jak to wygląda teraz logistycznie – ta praca w trzech krajach?

To jest jak żonglowanie płonącymi pochodniami. [śmiech]

Mam teraz system, który próbuję utrzymać: 2-3 miesiące skupiam się na klientach w Polsce – sesje, spotkania, marketing lokalny, budowanie relacji. Potem latam na 1-2 tygodnie do Gibraltaru i Hiszpanii obsłużyć klientów tam.

To nie jest idealne. Czasami mam konflikt terminów. Czasami ktoś w Polsce chce sesję akurat kiedy ja mam wykupiony bilet na Gibraltar. Albo odwrotnie.

Ale powoli widzę jak klienci z zagranicy też się adaptują do mojego kalendarza. A w Polsce rośnie baza która pozwoli mi w przyszłości więcej być tutaj.

Co oferuję: Światowa klasa z lokalną dostępnością

Co oferujesz klientom w Krakowie czego nie znajdą u innych fotografów?

Międzynarodowy poziom z lokalną dostępnością.

Moje portfolio to są obrazy które wygrywały z 174 krajami na świecie. Pierwsza dziesiątka w konkursach z tysiącami uczestników. Publikacje w międzynarodowych magazynach, wystawach.

Oferuję fotografię artystyczną portretową i sceniczną na światowym poziomie – ale z fotografem który mieszka 20 minut od Krakowa.

To jest unikalna propozycja: nie musisz lecieć do Madrytu czy Londynu, żeby mieć sesję z fotografem światowej klasy. Jestem tutaj. Lokalnie dostępna.

Oferuję też edukację – warsztaty dla innych fotografów którzy chcą nauczyć się jak robić karierę przez konkursy, jak fotografować w moim stylu, jak budować markę w tej branży.

Bo szczerze? Chcę podnosić poziom polskiej fotografii. Chcę żeby więcej polskich fotografów śmiało startowało w międzynarodowych konkursach. Żeby pokazywali światu co potrafimy.

Prawda o wyzwaniach: “Mam dość udawania”

Jakie są twoje największe wyzwania w budowaniu marki lokalnej mimo międzynarodowego sukcesu?

[długa pauza]

Okej, teraz będzie szczerze. Bo wiecie co? Nie wszystko jest mlekiem i miodem płynące. I mam dość udawania że jest.

Wyzwanie #1: Brak klientów przez pierwsze miesiące po przeprowadzce.

Zero. Cisza.

Masz 500 nagród, tytuły, publikacje w magazynach na całym świecie – a w Krakowie nikt nie dzwoni.

To boli. To jest frustrujące do granic możliwości. Siedzisz i myślisz: “Co ja robię źle? Dlaczego nikt nie chce ze mną pracować?”

I choć planowałam że dokończę tematy które czekają na mnie długo na komputerze, że domknę 2023 rok który wtedy jeszcze nie był skończony… jednak brak zleceń z Polski bolał. Działał na poczucie własnej wartości. Podważał wszystko.

Wyzwanie #2: Finansowe zwątpienie

Kalkulujesz: inwestycje w sprzęt, marketing, strona www, social media, konkursy, wystawy, warsztaty, szkolenia…

…i stopę zwrotu.

I Ci nie wychodzi.

Patrzysz w przyszłość z nadzieją – “to inwestycja długoterminowa, zwróci się, zwróci się, musi się zwrócić” – ale czasem trudno w to uwierzyć.

Wyzwanie #3: Brak pewności siebie

Tak, mój brak.

500+ nagród. #1 na świecie. Grand Master of Photography. Publikacje. Jury w konkursach.

I nadal są dni kiedy dopadają mnie zwątpienia: “Czy podołam tej nowej sesji? Czy to wyjdzie? Co jeśli zawiodę?”

Czasem sama zapominam że aparat mam od 7 roku życia – to całe życie! A profesjonalnie pracuję już 8 lat od 2018 roku.

I wciąż są dni kiedy mam ochotę rzucić to wszystko i nie patrzeć wstecz.

Ale potem sobie przypominam: to jest to co kocham. To jest to co czuję. Jaką jestem szczęściarą że mogę w swoim życiu robić to co mnie uskrzydla. I wracam do pracy.

Wyzwanie #4: Techniczne koszty marzenia

Zdarza się że płaczesz.

Że sprzęt psuje się na sesji – i musisz improwizować, stresować się, modlić żeby wyszło.

Że robisz coś zupełnie nowego i nie wiesz czy wyjdzie – choć najczęściej wychodzi świetnie, ale ten stres przed… ten paraliżujący strach…

Wyzwanie #5: Syndrom “chcę wszystkich zadowolić”

Na początku chciałam maksymalnie zadowolić każdego klienta. Każdego. Bez wyjątku.

Zapomniałam że jako doświadczony fotograf wcale tego nie chcę i nie muszę robić.

Że moja fotografia jest dobrem ekskluzywnym. Że moja estetyka wcale nie musi być dla każdego. I nie powinna.

Ale powiedz to komuś kto walczy o klienta, o uwagę, z lokalną konkurencją która jest w tym mieście od lat i nie martwi się czy ludzie o niej słyszeli…

Wyzwanie #6: Nauka wszystkiego od nowa

Ten rok to była nauka video, marketingu, sprzedaży – wszystkiego musiałam się nauczyć od nowa w polskiej rzeczywistości.

I ba, wciąż to robię. Bo jeszcze nie ogarnęłam tematu do końca. Może nigdy nie ogarnę. Ale próbuję.

Wyzwanie #7: Brak czasu

Jak pogodzić macierzyństwo, samą sztukę fotografii, naukę sprzedaży, marketingu, biznesu, budowanie lokalnej marki, content creatora, social media, finanse,…

Brzmi jak szaleństwo, prawda?

A jednak to normalna rzeczywistość każdego przedsiębiorcy w 2025 roku.

Największe wyzwanie: Mam wartość, ale nie umiem jej sprzedać

Moje ebooki które napisałam – “Jak podbić świat konkursów fotograficznych” i “Fotografuj bez strachu” – to naprawdę wartościowa skarbnica wiedzy.

No i co z tego – skoro dopiero uczę się je sprzedać?

Skoro nie wiem jak komuś pokazać że to co tam jest naprawdę może pomóc? To frustrujące. Oczywiście to produkty dla określonej, wąskiej niszy fotografów którzy są zainteresowani budowaniem swojej marki w konkursach.

Ale jak do nich dotrzeć? Jak przebić się przez szum internetu? Jak sprawić żeby usłyszeli?

Nie jestem typem narzekającym. Ale chcę żebyście wiedzieli – to nie jest bajka. To jest ciężka, uczciwa praca. Z wzlotami i upadkami. I są dni kiedy w siebie wątpię.

Ale jakoś idę dalej. Bo nigdy się nie poddaje. Bo kocham to co robię. Bo warto.

Social media: Drugi pełny etat

Mówisz o budowaniu marki – jaką rolę odgrywają social media w tym procesie?

[śmiech] Ogromną. I wyczerpującą.

Wiesz ile czasu poświęcam teraz na tworzenie contentu na social media?

Tyle samo co na samą fotografię.

To nie jest przesada. To jest prawda.

Planowanie contentu, tworzenie go, edycja, napisy, hashtagi, odpowiadanie na komentarze, stories, reels, carousel, engagement, algorytmy… To jest pełnoetatowa praca.

A ja robię to obok bycia fotografem, mamą, przedsiębiorcą, mentorką, edukatorką…

Ale widzę efekty. Przez rok przybyło mi około 1000 obserwujących. Tym razem głównie z Polski.

To nie jest viral success story. Wiem że dla niektórych to jest nic. Ale dla mnie to jest ogromne szczęście – przyciągać swoją osobą i fotografią ludzi którzy chcą ze mną zostać na dłużej.

I wiesz co jest najważniejsze? Ta społeczność którą buduję wokół mojej fotografii jest bezcenna.

To oni chcą widzieć moją pracę. Oni czują mnie, moją fotografię, moją wrażliwość. Uważają że to co tworzę jest ważne, potrzebne, ciekawe. Wartościowe.

Ale… [pauza] …to dopiero początek. Muszę zbudować znacznie większą publiczność w Polsce.

I to jest wyzwanie w 2025 roku kiedy:

Algorytmy zmieniają się co miesiąc (coś działało świetnie? Za miesiąc już nie działa)
AI generuje tony contentu (jak się wyróżnić w tym szumie?)
Ludzie są przeładowani (scroll, scroll, scroll – jak ich zatrzymać?)
Zasięgi organiczne spadają (musisz płacić żeby cię w ogóle zobaczyli)

To jest bardzo niełatwe zadanie. I frustrujące do granic możliwości.

Bo tworzysz wartościowy content, wkładasz godziny pracy, wylewasz serce – i czasem zasięg to  … 200 osób. Z 9000 followersów.

Ale nie mam wyboru. W dzisiejszym świecie social media to nie jest “dodatek” do biznesu fotograficznego.

To jest sam biznes.

Jeśli nie jesteś widoczny w sieci – nie istniejesz. Bez względu na to ile masz nagród.

Ebooki: Wiedza którą chcę się dzielić

Wspomniałaś o ebookach. Opowiedz więcej – dlaczego je napisałaś?

Przez te 8 lat nagromadziłam ogromną wiedzę o konkursach fotograficznych. Wiem co działa, co nie działa, jak wybierać konkursy, jak przygotowywać zdjęcia, jak budować portfolio konkursowe, jak strategicznie podchodzić do konkurencji.

I widziałam jak wielu fotografów błądzi. Płaci za konkursy gdzie nie mają szans. Frustruje się. Rezygnuje. Marnuje pieniądze i czas.

“Jak podbić świat konkursów fotograficznych” to ebook który chciałabym przeczytać kiedy zaczynałam.

Praktyczna, konkretna wiedza – nie teoria z podręcznika, ale doświadczenie z wygranych konkursów. Co naprawdę działa. Jakie pułapki unikać. Jak nie zmarnować pieniędzy.

“Fotografuj bez strachu” to coś innego – to o przełamywaniu bloków mentalnych. O tym jak radzić sobie z tym co ja sama przechodziłam i wciąż przechodzę: niepewnością, zwątpieniem, strachem przed porażką, syndromem oszusta.

Ale oto paradoks: mam te wartościowe produkty i… uczę się je sprzedać. Uczę się pokazać ich wartość.

To jak być dobrym kucharzem który nie umie napisać menu. Masz najlepsze danie na świecie, ale nikt o nim nie wie bo nie potrafisz go opisać.

Pracuję nad tym. To część procesu budowania marki o którym nikt nie mówi – możesz mieć najlepszy produkt na świecie, ale jeśli nie umiesz go sprzedać, nikt się o nim nie dowie.

Dla moich ludzi z całego świata

Dla osób które śledzą cię z zagranicy – co chciałabyś im powiedzieć?

Jesteście moją fundamentalną częścią.

Bez was, bez społeczności którą zbudowałam przez lata w Gibraltarze, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, USA, Niemczech, Francji – nie miałabym odwagi zaczynać w Polsce.

Wasze wsparcie, wasze wiadomości, to że nadal rezerwujecie sesje kiedy przylatuję – to pokazuje że marka którą zbudowaliśmy razem nie jest geolokacyjna.

Jest globalna.

I teraz po prostu poszerzamy ją o polski rynek. Dodajemy kolejny rozdział do naszej wspólnej historii.

Wiele z was pisało: “Będzie nam cię brakowało!”

Ale ja nikąd nie zniknęłam! Wciąż jestem dostępna, wciąż latam, wciąż ta sama Marta z tym samym sercem i tą samą pasją. Po prostu teraz mam dwie bazy zamiast jednej.

A właściwie – trzy: Polska, Gibraltar, Hiszpania. Trójkąt który nadaje rytm mojemu życiu.

Dla klientów z Krakowa: Czego szukam

A dla potencjalnych klientów w Krakowie i okolicach?

Jeśli szukasz fotografa który zrobi ci standardową sesję – prawdopodobnie nie jestem dla Ciebie. I to jest okay.

Ale jeśli marzysz o czymś wyjątkowym? O zdjęciach które będą wisiały w twoim domu jak dzieła sztuki? Które będą wzbudzać cudowne wspomnienia i budzić emocje za każdym razem kiedy na nie spojrzysz? Które nie będą leżeć zapomniane na dysku twardym.

To właśnie to oferuję.

Nie robię 10 sesji dziennie. Jestem bardzo selektywna. Każda sesja to pełna produkcja, pełne zaangażowanie artystyczne, pełne serce.

Dlatego mogę przyjąć ograniczoną liczbę klientów rocznie.

Ale ci którzy ze mną pracują dostają coś absolutnie unikalnego. Coś czego nie dostaną nigdzie indziej. Coś co zostanie z nimi na zawsze.

I pamiętajcie – nie musicie lecieć do Gibraltaru żeby mieć sesję ze mną.

Jestem tutaj. W Mogilanach. 20 minut od Krakowa.

Światowa klasa – lokalna dostępność.

Plany na drugi rok: Realistyczny optymizm

Co planujesz w tym drugim roku w Polsce?

Plany mam ambitne, ale też staram się być realistką.

Uczę się z tego pierwszego roku że wszystko trwa dłużej niż myślisz, kosztuje więcej niż zaplanowałaś, i wymaga większej cierpliwości niż miałaś.

Wydać drugi ebook – “Fotografuj bez strachu” jest gotowy, teraz muszę nauczyć się go sprzedać. To jest moja lekcja marketingu w real time.

Więcej wystąpień publicznych – Konferencje działają. Dają widoczność, autorytet, recognition. Planuję aplikować do kolejnych eventów. Pokazywać się. Być obecną.

Dalsze budowanie społeczności – MCPA rośnie, ale chcę też więcej lokalnych inicjatyw. Meetupy, warsztaty, obecność w środowisku fotograficznym. To będzie dla mnie ogromnym atutem. Nie chcę wciąż działać sama. Chcę byc czescia artystyczne społeczności.

Nauczyć się sprzedawać wartość – To mój biggest challenge. Mam produkty, usługi, wiedzę, doświadczenie – teraz muszę nauczyć się komunikować ich wartość w sposób który przekonuje. Który dociera. Który zamienia obserwujących w klientów. Sama nie cierpię jak ktoś ciągle stara się mi coś sprzedać. I ja tez nie chce tak robić. Ale jeśli ktoś by mnie potrzebował, chcę żeby wiedział, że jestem i gdzie może mnie znaleźć.

Przede wszystkim – przetrwać następny rok – Brzmi pesymistycznie? Może. Ale to uczciwe.

Pierwszy rok był survival mode. Drugi rok to konsolidacja. Dopiero trzeci, może, będzie ekspansją.

I przestać się bać. Przestać wątpić w siebie. To też jest plan – choć najtrudniejszy do zrealizowania.

Rada dla siebie sprzed roku

Ostatnie pytanie – co powiedziałabyś swojej sobie sprzed roku, w dniu przeprowadzki?

[długa pauza, uśmiech]

“Będą dni kiedy będziesz chciała rzucić to wszystko. Nie rób tego. Przeczekaj.”

“Następnego dnia będzie lepiej. Nie zawsze od razu. Ale lepiej.”

“Musisz się nie poddawać i robić swoje. A wszystko będzie dobrze.”

“P.S. I nawet nie wiesz ile przez te nadchodzące problemy nauczysz się nowych rzeczy. Ile razy zaskoczysz samą siebie. Ile razy będziesz dumna z siebie kiedy spojrzysz wstecz.”

Prawda, nie bajka

To co chcę żebyście wynieśli z tego wywiadu to nie “patrzcie jaka jestem wspaniała” ale “patrzcie, jaka jest prawda”.

Prawda o budowaniu biznesu. O zwątpieniach. O trudnościach. O łzach i frustracji. O dniach kiedy chcesz rzucić to wszystko.

I o tym że mimo wszystko idziesz dalej.

Bo warto. Bo kochasz to co robisz. Bo nie masz innego wyjścia. Bo to jest twoje życie, twoja pasja, twoje powołanie.

Budowanie marki od zera w nowym miejscu – mimo międzynarodowych sukcesów, mimo nagród, mimo tytułów – to najtrudniejsza rzecz jaką kiedykolwiek robiłam.

Ale też najbardziej satysfakcjonująca.

Bo robię to na swoich warunkach. Z autentycznością. Z sercem. Z prawdą.

I jeśli moja historia może zainspirować choć jedną osobę która myśli o tym żeby spróbować, żeby zacząć od nowa, żeby wyjść ze strefy komfortu – to było warto.

MOOSE PHOTOSHOOTS - MARTA LOSIEWICZ © 2025 | PHOTOGRAPHERDESIGN BY: DREAM AND DESIGN